Strona 562

Tom III

ich sakramentalnych spowiedzi i od trzynastu prawie lat oddawał się misjom świętym z wielkim pożytkiem dla ludu chrześcijańskiego; a oto piekielni wrogowie w celu przeszkadzania mu w dalszym pełnieniu dobra opętali go i osaczyli[1070] od chwili, gdy zaczął oddawać się wspomnianym misjom świętym. Podlegał zatem udrękom przez trzynaście prawie lat, nie za karę, lecz z powodu cnoty. Świątobliwy ten kapłan wyróżniał się zresztą tak wielką cnotą i delikatnością sumienia, że w całym okresie tego osaczenia nie popełnił nigdy grzechu, co zmuszeni zostali wyjawić sami szatani. Toteż skoro nie chodzi tu ani o jakiegoś fanatyka, ani o oszusta, ani o szaleńca, ani o słabą niewiastę, ale o kapłana o tak wartościowych danych i o tak wielkich zasługach, to wydaje się, że cały ten sukces [wyzwolenia] i jego okoliczności zasługują przynajmniej na jakieś uwzględnienie.

[361a] 2.[1071] Było trzech kapłanów wyposażonych w odpowiednie władze[1072] , ale jeden z nich, mający już doświadczenie na podstawie przeprowadzonego już egzorcyzmu w podobnym przypadku, był egzorcystą z urzędu[1073] Ujawniła się przy tym wyraźna pomoc Boża w jego wierze, pokorze, miłości i roztropności. W wierze, szczególnie dlatego, że jego nakazy [dawane szatanom] były skuteczne; w pokorze, mimo że został wybrany do tak [odpowiedzialnej] posługi; w miłości, jako że działał bez względu na siebie samego, ale z uwagi na chwałę Bożą i uwolnienie opętanego; w roztropności — przy wydawaniu rozkazów. A trzeba tu zaznaczyć, że gdy opętany w pierwszym dniu zaczął nie pytany o to, lecz samorzutnie mówić o stanie Kościoła, [egzorcysta] uznał za właściwe nakazać mu, aby kontynuując ujawnił, czy ma jeszcze coś do powiedzenia.

[1070] Święty odróżnia opętanie (ossessione) od osaczenia (circossessione), o czym niżej, nry [362c] i [362e].

[1071] Ten nr 2 następuje po pierwszym przekreślonym o takim brzmieniu: „Po złożeniu Najśw. Ofiary przez kilku kapłanów czcigodnego kościoła NN, w obecności opętanego, dnia… zgodnie z Rytuałem Rzymskim rozpoczęto modlitwy i egzorcyzmy”.

[1072] Jednym z nich był sam Pallotti, dwaj inni — nie znani. Bez osobnego upoważnienia władz kościelnych podejmowanie publicznego egzorcyzmu byłoby nie tylko niedozwolone, ale i niebezpieczne, jak to wiadomo z dziejów egzorcyzmów podejmowanych na własną rękę.

[1073] Trzeba przyznać rację ks. Moccii, że w tym przypadku Pallotti nie był głównym egzorcystą. Zbyt on wynosi roztropność oraz inne przymioty działającego egzorcysty, by dało się to pogodzić z pokorą Świętego, gdyby on był głównym działającym przy tym opętaniu. Należał jednak do grona oficjalnych egzorcystów Rzymu. „I choć jeden z proboszczów — pisze L. Vaccari (Compendio, 233) — był wyznaczony zwyczajnie do pełnienia tej funkcji w Rzymie, można powiedzieć, że nasz Wielebny [Sługa Boży] był zwyczajnym egzorcystą, bo z uwagi za rozgłos jego świętości ł skuteczności przeprowadzanych przezeń egzorcyzmów wszyscy uciekali się do niego i uzyskiwali dlań upoważnienia, aby mógł wykonywać tę posługę. Co więcej, jeden z bardzo bliskich Słudze Bożemu świadków twierdzi, że J. Em. kardynał Wikariusz wyznaczył go na zwyczajnego egzorcystę ze względu na dary Boże, jakie w nim stwierdził”.