Strona 08

Tom III

zapiski pierwszej części tomu — przy całym ich zróżnicowaniu tak czasowym jak i treściowym — stanowią pod względem formalnym jedną całość (jako wymarzenia wyłącznie osobiste i intymne), to Pisma drugiej części są wyrazem troski Pallottiego o ducha właściwego każdej kategorii ludzi wierzących. A jako adresowane do bliźnich, różnią się od Pism pierwszej części tym, że element mistyczny nie występuje w nich tak wyraźnie, jak w tamtych Pismach. Wreszcie, o ile Pisma pierwszej części podajemy tu wyłącznie w opracowaniu według krytycznego wydania (OOCC X), to wśród Pism części drugiej znajdują się i takie, których w wydaniu krytycznym jeszcze nie umieszczono, jak np. niektóre listy, fragmenty z Mese di Maggio czy wyjątki z Iddio l’Amore Infinito, itd.

3. Godzi się przy końcu zapytać o kryteria oceny tej grupy Pism Pallottiego. W jego wypowiedziach dotyczących duchowości spotykamy się nieraz z takim radykalizmem i z takim sposobem patrzenia na człowieka, jak i na zło mu grożące, że wydać się to może czymś przesadnym, a czasem zgoła rażącym. Otóż należy pamiętać, że duchowości, zwłaszcza tej osobistej, Pallotti nikomu nie narzuca, choć jego radykalizm jak i pozorne przesady mieszczą się dobrze w ramach chrześcijańskiej nauki, w niczym jej nie uchybiając. „Przesady” w traktowaniu własnej niegodności czy nędzy — jak on to nazywa — tłumaczą się specyficznym sposobem ujmowania tych spraw pizez mistyków[4]. Wysokie wymagania, jakie człowiekowi w pouczeniach, radach czy wskazówkach swoich stawia Pallotti, wynikają z odpowiadającego prawdzie przekonania o wzniosłości powołania człowieka, stworzonego wszak na obraz i podobieństwo Boże. Grzech, nie tylko w oczach mistyka, ale i z punktu widzenia teologa, jest największym złem, jakiego człowiek może się dopuścić i jakie człowieka może spotkać. W świetle prawdy o odkupieniu i o zadośćuczynieniu za ludzkie winy przez okrutną mękę i śmierć Boga wcielonego jest to rzecz oczywista: w świetle zaś mistyki nie tylko grzech w znaczeniu potocznym, ale i wszelkie zaniedbania czy braki, tak bardzo związane z życiem każdego człowieka, mogą być uważane za niegodziwość i obrzydliwość, zwłaszcza gdy zestawi się je z niepojętą świętością Boga. który wzywa nas do ścisłego zjednoczenia się z Nim[5].

[4] Por. uwagi na ten temat: Wyb. II s. 10—13.

[5] Dziwić też może tak częste powtarzanie różnych formuł, m. in. formuł podkreślających z jednej strony niepojętą wielkość Boga i Jego nieskończonego miłosierdzia, a z drugiej — niegodność, a nawet grzeszność Autora, większą, według jego przekonania, od złości demonów i potępieńców w ogóle. Czytelnik niewtajemniczony skłonny jest to odbierać jako raz ułożony i z przyzwyczajenia powtarzany aż do znudzenia szablon. Ale czyi można przyjąć, by ten człowiek, oddany bez reszty sprawom czci Boga i zbawienia ludzi, dla przyjętych szablonów i dla pustej pisaniny trawił tak wiele czasu nie tylko w latach młodych, ale i w późniejszych, aż do końca życia? Takie przypuszczenie byłoby czystym absurdem! Wyjaśnienie znajdujemy w postawie jego ducha rozmiłowanego be granic w nieskończonym Bogu. W powtarzanych formułach Święty dawał upust najgłębszym uczuciom swego wyjątkowo religijnego serca oraz przeświadczeniu o swej nędzy, niezwykle jaskrawo występującej w jego świadomości, w zestawieniu ze świętością i wielkością Boga.

Mogą też w tych Pismach razić posoborowego teologa ślady pewnego jakby niedoceniania cielesności człowieka przez określanie go często jedynie od strony duchowej (Pallotti mówi bardzo często np. o pożytku czy szkodzie dla duszy, o zbawieniu czy potępieniu dusz, itp.), co zwie się dziś mianem „angelizmu”. Ale pomijając fakt stałego rozwoju teologii w Kościele, dziś w szczególności w zakresie dowartościowania strony cielesnej w człowieku, u dawniejszych pisarzy stasowano powszechnie pewien stereotyp zwracający uwagę raczej na duszę niż ciało. Pallottiemu zaś — teologowi, ale przede wszystkim ascecie-mistykowi — nie chodziło bynajmniej o gloryfikowanie w człowieku jego cielesności, która wszak jest jednym z głównych źródeł konfliktów i walk człowieka Bożego, ale o wielbienie wspaniałości Boga, Jego miłości i miłosierdzia, a gdy chodzi o ludzi — o mobilizowanie ich do apostolstwa zmierzającego od samego początku do ożywiania i praktykowania cnót dla chrześcijanina podstawowych: wiary, nadziei i miłości. W tych sprawach był nie tylko wielkim ascetą i mistykiem, ale wybitnym teologiem. Z własnym ciałem obchodził się niezwykle surowo, ale w odniesieniu do bliźnich pełno u niego zatroskania o „dobra fizyczne”, o „potrzeby doczesne”, o świadczenie miłosierdzia „w potrzebach dotyczących ciała”.